Przeskocz nawigację

W przeciągu kilku minut wszyscy znaleźli się pod pokojem hobbitów, z którego dobiegał tajemniczy i niepokojący krzyk.

- A może nie powinniśmy tam wchodzić? – spytał Potter, nerwowo poprawiając okulary, które co chwilę zjeżdżały mu na sam czubek nosa – To wygląda na ich prywatną sprawę.

- No coś ty! Jesteśmy ich ziomkami, nam mogą powiedzieć o wszystkim! – zapewnił Troy, odgarniając złociste pasmo włosów opadające mu na twarz – Drużyna to drużyna! Jeden za wszystkich, wszyscy… Yyy… No właśnie.

- Może komuś dzieje się krzywda – poparł go Eryk całkowicie zapominając, że sam ma na swoim koncie spowodowanie kilku nieszczęść. A wiele innych zbrodni namiętnie popełniał w swej wyobraźni podczas długich samotnych nocy spędzonych w motelu “Jelito Gryzeldy” (teraz znanym już jako motel “Męska przygoda” przyp. autorki). Głównie chodziło o niecne uczynki dotyczące niejakiego Raoula de Chagny. Na wspomnienie swego niedawnego rywala dłonie Upiora same zacisnęły się w pięści, co jego towarzysze zinterpretowali jako niepohamowaną chęć niesienia pomocy i przezornie odsunęli się na bezpieczną odległość.

- Ale czy aby na pewno powinniśmy… – zaczął niepewnie Harry, ale przerwał gdy zobaczył, że Edward bezceremonialnie wyłamuje drzwi. Co więcej, nie sprawiło mu to nawet najmniejszych trudności, przez co młody czarodziej doszedł do wniosku, że chyba jednak dobrze mieć go w drużynie.

- Co tu się dzieje? – zapytał władczo Eryk, gdy wszyscy władowali się do hobbiciego pokoju. Starał się efektownie powiewać peleryną gdyż z doświadczenia wiedział, że robi to niebywałe wrażenie na młodych tancerkach. Po chwili uświadomił sobie, że w pomieszczeniu nie ma ani jednej młodej tancerki i poczuł się po prostu głupio. Chcąc ukryć zmieszanie odkaszlnął cicho i po raz pierwszy cieszył się, że nosi maskę, gdyż choć częściowo zakrywała ona ogromny rumieniec jaki pojawił się na jego twarzy. Oczom kompanów ukazał się czerwony ze wstydu Sam, wzruszający ramionami i mruczący pod nosem “ja z tym wariatem nie mam nic wspólnego”, oraz histerycznie łkający Frodo, rozmazujący gile po twarzy i jęczący coś do przyjaciół. Coś, co brzmiało mniej więcej jak “zawyueeooa”…

- Mógłbyś powtórzyć? – spytał uprzejmie Harry, a hobbit wydmuchał nos w rękaw (co wywołało pełen zgorszenia okrzyk Troy’a) i mruknął, patrząc z nienawiścią na Cullena:

- Zabiję gnoja – po czym, najwyraźniej zamierzając wprowadzić swój plan w życie, rzucił się na wampira. Zanim przyjaciele zdążyli zainterweniować, uczepił się nogi przeciwnika i, dziko rycząc, usiłował powalić go na ziemię (co, jak sami dobrze wiemy, okazało się absolutnie awykonalne). Towarzysze, którzy jeszcze chwilę temu byli pełni chęci do pomocy, teraz przyglądali się temu widowisku z rosnącym zaciekawieniem. Najbardziej poruszony był Sam, który odwrócił się w stronę Troy’a i szepnął z wyczuwalną dumą:

- To o mnie się biją! – Troy poczuł ukłucie zazdrości. Nie pamiętał, kiedy ostatnio bito się o niego. Owszem, czasem zdarzały się walki dziewcząt, które znalazły w szatni jego klapek albo puste opakowanie po żelu do włosów, ale ich konflikty wyglądały zupełnie inaczej i ograniczały się do głośnych pisków oraz wyrywania włosów. Ta sprzeczka była inna. Drapieżna. Agresywna. Męska. Nie mogąc tego wszystkiego znieść, Troy rzucił się na walczących.

- Przestańcie! – krzyknął pragnąc zapomnieć, że nikt nie chce się o niego bić. Harry zinterpretował jego zachowanie zupełnie inaczej.

- On ma rację! To nie ma sensu, skupmy się na naszej misji! – Edward spojrzał na niego ponuro i jednym ruchem strącił Froda, jak gdyby ten był tylko atakującym go insektem. Hobbit przeleciał przez pół pokoju i upadł na podłogę.

- Frodo! – wykrzyknął Sam, podbiegając do niego – Och, panie Frodo! Niech pan nie umiera! Och! Głupi Sam! Jaki niemądry byłem! ON NIE ŻYJE!!! – wrzasnął żałośnie, padając na kolanach i wpatrując się w pokryty zaciekami sufit – Boże, dlaczego właśnie on?! Mogłeś zabrać mnie!

- Idioto, on żyje – zauważył uprzejmie Eryk, wskazując na hobbita, który spoglądał na przyjaciela załzawionymi oczami.

- Nie chciałeś żebym umarł? – wyszeptał.

- W życiu!

- Och, Samie!

- Och, panie Frodo! – rzucili się sobie w objęcia. Harry z obrzydzeniem odwrócił wzrok, a Edward warknął ze złością.

- Godzinę temu to moje imię wykrzykiwałeś – wycedził przez zaciśnięte zęby i wyszedł ostentacyjnie z pokoju. Wkrótce jego śladem podążyli pozostali bohaterowie. Nie to, żeby byli specjalnie delikatni i nie chcieli przeszkadzać pogodzonym przyjaciołom. Po prostu wszyscy czuli, że nie będą w stanie dłużej na to patrzeć.

Następnego ranka wyruszyli w dalszą podróż. Szli, szli, szli. Szli nawet więcej. O wiele więcej. W końcu ich oczom ukazało się kolorowe miasteczko. Ledwie przekroczyli jego bramy, do ich uszu dobiegła skoczna, orientalna muzyka…

2 Comments

  1. Prawdziwie męska, brutalna i krwawa bitwa a DO TEGO jeszcze gorący romans!

    Mrrau :3

  2. looolxD


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.