
Szybko okazało się jednak, że ani Harry, ani jego dzielna kompania nie mają żadnego genialnego planu na zniszczenie wroga. Co gorsza, nie mieli nawet żadnego głupkowatego pomysłu (propozycja Troy’a by olać Voldzia i wspólnie wybrać się na zakupy została jednogłośnie odrzucona). Harry był niepocieszony, ale chcąc dodać drużynie odwagi udawał spokojnego.
- Podróż do celu zajmie nam co najmniej kilka dni – stwierdził – Właściwie nie wiem dokładnie, gdzie powinniśmy dotrzeć, zatem mamy jeszcze czas na opracowanie taktyki.
- To co teraz? – zainteresował się Frodo.
- Wyruszamy w drogę. Musimy wydostać się z miasta. Ostatnimi czasy Voldemorta widziano na Bliżej-Nieokreślonym-Odludziu. To jest cel naszej tymczasowej wyprawy.
- Ruszajmy zatem – zgodził się hobbit patrząc wrogo na Edwarda, który już od około kilkunastu minut intensywnie taksował wzrokiem coraz bardziej zarumienionego Sama – Masz jakiś problem? – spytał siląc się na sztuczną uprzejmość.
- Ależ skąd – zapewnił Cullen, oblizując prowokacyjnie wargi – Skąd takie wnioski?
- Radzę ci trzymać się z dala od Sama.
- A to niby dlaczego?
- Właśnie, dlaczego? – oburzył się sam zainteresowany.
- Bo… Bo tak! – wypalił Frodo nie umiejąc odnaleźć żadnego innego logicznego argumentu – To mój przyjaciel!
- Jesteś mało przekonująco – zakpił wampir.
- Uspokójcie się! – jęknął błagalnie Harry
- Właśnie! – wtrącił się Troy, przewracając oczami i chichocząc pod nosem – Teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi!
- Wątpię – warknęli jednocześnie wszyscy jego towarzysze.
- Widzicie! Czytamy sobie w myślach! O matko, jesteśmy jak prawdziwy team! Jak fantastyczna czwórka! Jak atomówki! Jak US5! – widząc pełne zdziwienia i zdegustowania miny towarzyszy dorzucił ugodowo – Ewentualnie jak Backstreet Boys.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz coś mu zrobię – jęknął Edward.
- Nie ma to czasu – stwierdził Harry zastanawiając się jednocześnie, jak do jasnej cholery uda mu się utrzymać całą tą grupę przy zdrowych zmysłach do końca wyprawy. I jak jemu uda się nie zwariować – Wyruszamy w drogę.
Podróż była męcząca dla wszystkich, choć chyba najgorzej znosił ją Troy. Po godzinie marszu kategorycznie odmówił współpracy i nie uspokoił się dopóki dla świętego spokoju Edward nie zgodził się przez jakiś czas go nieść. Nikt naprawdę nie wie, ile szli bez wypoczynku, ale gdy każdy zaczął odczuwać zmęczenie nie do zniesienia (ze względów oczywistych nie bierzemy pod uwagę Edwarda. Edziu, nie miej nam tego za złe), Harry zarządził postój.
- Trzeba rozbić namioty! – stwierdził Frodo, zdejmując z pleców sporych rozmiarów tobołek – Kto wie czy znowu nie zacznie padać.
- Namioty? – powtórzył Edward unosząc lewą brew, a wszystkim zaparło dech w piersiach. Gwoli ścisłości, wszystkim oprócz Troy’a, który przeszukiwał swoją torbę od Gucci’ego w poszukiwaniu lusterka.
- Tak, co w tym dziwnego? Musimy gdzieś zatrzymać się na noc.
- Więc może… Tam? – spytał Cullen, wskazując na stojący za plecami hobbita hotel ozdobiony krzykliwym czerwonym napisem: “Motel męska przygoda”.
- To coś idealnego dla nas! – ucieszył się Troy – Dla prawdziwych mężczyzn! – nie zarejestrował, że cała grupa zareagowała na te słowa dziwnym chichotem i kpiącymi uśmieszkami.
- Chodźmy zatem – zgodził się niechętnie Frodo czując, że pijawka znowu z nim wygrała. “Nie zdobędziesz Sama!” – pomyślał zaciskając dłonie w pięści – “Po moim trupie!”.
Okazało się, że motel nie cieszy się zbyt wielką popularnością i wszystkie pokoje są wolne, zatem nasi bohaterowie mogli wygodnie się rozlokować. Gdy wszyscy pogasili światła i ułożyli się wygodnie w swoich łóżeczkach (nawet Edward, który jednak obmyślał skrycie pod jakim pretekstem “zabłądzi” w nocy do pokoju Sama) w motelu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ściślej mówiąc, miały one miejsce w pokoju Troy’a. Chłopak nałożył na twarz ulubioną drożdżową maseczkę, wysmarował się od stóp do głów kremem nawilżającym i wskoczył pod kołdrę. Już zamykał oczy by zacząć śnić o najnowszych butach z wiosennej kolekcji, gdy usłyszał niski, intrygujący głos szepczący mu niemalże do ucha “a więc jesteś…”. Nie był to pierwszy raz gdy Troy Bolton słyszał w swojej głowie głosy, zatem chłopak nie przejął się tym zbytnio. Usiadł na łóżku, uśmiechnął się szeroko i spytał:
- Hej, kim jesteś? – w odpowiedzi usłyszał śpiew:
- Jestem Aniołem Muzyki… Chodź do Anioła Muzyki…
- Gdzie mam iść? – ucieszył się chłopak.
- Przyjrzyj się swemu odbiciu… W lustrze dojrzysz mnie! – Troy aż pisnął z podekscytowania. Od samego początku wpadła mu w oko ogromna szafa z pięknym zdobionym lustrem, jednak nie miał sily by do woli się w nim poprzeglądać. Teraz do zwykłego narcyzmu dołączyła także ciekawość, więc chłopak posłusznie ruszył w stronę lustra. Zafascynowany patrzył, jak pojawia się w nim tajemnicza zamaskowana postać, od której biło nienaturalnie jasne światło – Jestem Aniołem Muzyki, chodź do Anioła Muzyki… – mruczała zmysłowo postać wyciągając ku Troy’owi rękę. Chłopak dal ponieść się emocjom i zrobił kolejny krok do przodu stając w smudze światła bijącego od tajemniczego nieznajomego. Gdy ten zobaczyl twarz naszego bohatera, z jego gardła wydobył się pełen irytacji okrzyk – Cholera jasna! Znowu to samo! – tajemny blask ustąpił miejsca zwykłemu światłu – Czemu zawsze mnie to spotyka?! – chwilę później do pokoju wpadła reszta drużyny, zwabiona podejrzanymi odgłosami.
- Kim jesteś?! – zapytał Harry, celując w nieznajomego różdżką.
- Jestem Eryk – wyjaśnił spokojnie przybysz – Ale niektózy nazywają mnie też Upiorem Opery.
- Opery? – powtórzył ze zdziwieniem Frodo – Przecież tu nie ma żadnej Opery- Eryk parsknął z irytacją.
- Ale kiedyś mieszkałem w Operze! Musiałem się stamtąd wynieść, ale… Nie chcę o tym mówić…
- Nieważne skąd jesteś, co tu robisz?
- Wyszedł z szafy – wyjaśnił uprzejmie Troy jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Z szafy?! – spytał Edward – Jak to z szafy?!
- To… Długa historia…
- Chętnie posłuchamy.
- Jestem z natury dość nieśmiały, zatem w ten sposób pragnę zdobyć serce jakiejś młodej i pięknej niewiasty.
- Czy Troy przypomina ci niewiastę? – parsknął Cullen – Owszem, maluje się i wygląda trochę jak baba, ale…
- Przybyłem tu dopiero gdy się położył, nie wiedziałem że jest… – Upiór zawiesił głos i spojrzał z niechęcią na szczerzącego się Troy’a – tym kim jest. Swoją drogą, mam pecha. To już czwarty taki wypadek w tym roku! Zero kobiet! Sami faceci! Nie wiem czemu tak się dzieje.
- Może dlatego, że motel nazywa się “Męska przygoda”? – zasugerował Harry.
- Naprawdę? Gdy tu przybyłem nosił nazwę “Jelito Gryzeldy”. Oczywiście, trzeba mieć mojego pecha by przegapić zmianę nazwy… A kim wy jesteście, moi przyjaciele? – Harry spojrzał niepewnie na kompanów. Nie wiedział czy powinien mówić o nich całą prawdę, ale z bliżej nieokreślonych przyczyn przeczuwał, że Erykowi można ufać.
- Mamy ważną misję – wyznał szeptem – Musimy zniszczyć lorda Voldemorta
- Zatem waleczni wojownicy! – ucieszył się Upiór – Pysznie! Znałem kiedyś operę o wojownikach, piękna to była sztuka, taka pełna pasji i namiętności…
- Może chciałbyś się do nas przyłączyć?
- Ja? – zdziwił się Eryk, spoglądając na młodego czarodzieja uważnie – No nie wiem…
- I tak tu nikogo nie poderwiesz. A może po drodze znajdziesz jakieś miłe i piękne niewiasty?
- Tak uważasz?
- Wszystko jest możliwe. To jak? – Upiór wahał się chwilę, w zamyśleniu skubiąc brodę. W końcu otrzepał delikatnie poły płaszcza, wyprostował się dumnie i oświadczył:
- Zgoda, ale muszę was uprzedzić mili przyjaciele, że jeśli spotkam po drodze miłość swojego życia, będę musiał was opuścić. I jest jeden warunek: nie każcie mi zdejmować maski. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.
- Umowa stoi.
- Witamy w drużynie Zaca! – zapiszczał radośnie Troy.
- Drużynie Zaca..? – spytał Eryk, spoglądając na Harry’ego ze zdumieniem.
- To też jest długa historia – wyjaśnił Potter – Może po drodze ci ją wyjaśnimy. A tymczasem kładźmy się spać, bo z samego rana musimy wyruszyć w dalszą drogę.
I tak oto, niewiarygodnie zmęczeni, ale za to bogatsi o nową znajomość członkowie drużyny Zaca udali się na zasłużony spoczynek. Gdyby wiedzieli, co przyniosą im następne dni z pewnością nie zdobyliby się na taki spokój… Ale tymczasem zostawmy ich w błogiej nieświadomości.
3 Comments
padłam :k01: :k01: :k01:
Ale… czy właściciele “Motelu Męska Przygoda” zapłacili za reklamę?
to już pozostanie słodką tajemnicą, ale mogę wyjawić, że w przyszłym tygodniu wybywam na Majorkę.