Przeskocz nawigację

W przeciągu kilku minut wszyscy znaleźli się pod pokojem hobbitów, z którego dobiegał tajemniczy i niepokojący krzyk.

- A może nie powinniśmy tam wchodzić? – spytał Potter, nerwowo poprawiając okulary, które co chwilę zjeżdżały mu na sam czubek nosa – To wygląda na ich prywatną sprawę.

- No coś ty! Jesteśmy ich ziomkami, nam mogą powiedzieć o wszystkim! – zapewnił Troy, odgarniając złociste pasmo włosów opadające mu na twarz – Drużyna to drużyna! Jeden za wszystkich, wszyscy… Yyy… No właśnie.

- Może komuś dzieje się krzywda – poparł go Eryk całkowicie zapominając, że sam ma na swoim koncie spowodowanie kilku nieszczęść. A wiele innych zbrodni namiętnie popełniał w swej wyobraźni podczas długich samotnych nocy spędzonych w motelu „Jelito Gryzeldy” (teraz znanym już jako motel „Męska przygoda” przyp. autorki). Głównie chodziło o niecne uczynki dotyczące niejakiego Raoula de Chagny. Na wspomnienie swego niedawnego rywala dłonie Upiora same zacisnęły się w pięści, co jego towarzysze zinterpretowali jako niepohamowaną chęć niesienia pomocy i przezornie odsunęli się na bezpieczną odległość.

- Ale czy aby na pewno powinniśmy… – zaczął niepewnie Harry, ale przerwał gdy zobaczył, że Edward bezceremonialnie wyłamuje drzwi. Co więcej, nie sprawiło mu to nawet najmniejszych trudności, przez co młody czarodziej doszedł do wniosku, że chyba jednak dobrze mieć go w drużynie.

- Co tu się dzieje? – zapytał władczo Eryk, gdy wszyscy władowali się do hobbiciego pokoju. Starał się efektownie powiewać peleryną gdyż z doświadczenia wiedział, że robi to niebywałe wrażenie na młodych tancerkach. Po chwili uświadomił sobie, że w pomieszczeniu nie ma ani jednej młodej tancerki i poczuł się po prostu głupio. Chcąc ukryć zmieszanie odkaszlnął cicho i po raz pierwszy cieszył się, że nosi maskę, gdyż choć częściowo zakrywała ona ogromny rumieniec jaki pojawił się na jego twarzy. Oczom kompanów ukazał się czerwony ze wstydu Sam, wzruszający ramionami i mruczący pod nosem „ja z tym wariatem nie mam nic wspólnego”, oraz histerycznie łkający Frodo, rozmazujący gile po twarzy i jęczący coś do przyjaciół. Coś, co brzmiało mniej więcej jak „zawyueeooa”…

- Mógłbyś powtórzyć? – spytał uprzejmie Harry, a hobbit wydmuchał nos w rękaw (co wywołało pełen zgorszenia okrzyk Troy’a) i mruknął, patrząc z nienawiścią na Cullena:

- Zabiję gnoja – po czym, najwyraźniej zamierzając wprowadzić swój plan w życie, rzucił się na wampira. Zanim przyjaciele zdążyli zainterweniować, uczepił się nogi przeciwnika i, dziko rycząc, usiłował powalić go na ziemię (co, jak sami dobrze wiemy, okazało się absolutnie awykonalne). Towarzysze, którzy jeszcze chwilę temu byli pełni chęci do pomocy, teraz przyglądali się temu widowisku z rosnącym zaciekawieniem. Najbardziej poruszony był Sam, który odwrócił się w stronę Troy’a i szepnął z wyczuwalną dumą:

- To o mnie się biją! – Troy poczuł ukłucie zazdrości. Nie pamiętał, kiedy ostatnio bito się o niego. Owszem, czasem zdarzały się walki dziewcząt, które znalazły w szatni jego klapek albo puste opakowanie po żelu do włosów, ale ich konflikty wyglądały zupełnie inaczej i ograniczały się do głośnych pisków oraz wyrywania włosów. Ta sprzeczka była inna. Drapieżna. Agresywna. Męska. Nie mogąc tego wszystkiego znieść, Troy rzucił się na walczących.

- Przestańcie! – krzyknął pragnąc zapomnieć, że nikt nie chce się o niego bić. Harry zinterpretował jego zachowanie zupełnie inaczej.

- On ma rację! To nie ma sensu, skupmy się na naszej misji! – Edward spojrzał na niego ponuro i jednym ruchem strącił Froda, jak gdyby ten był tylko atakującym go insektem. Hobbit przeleciał przez pół pokoju i upadł na podłogę.

- Frodo! – wykrzyknął Sam, podbiegając do niego – Och, panie Frodo! Niech pan nie umiera! Och! Głupi Sam! Jaki niemądry byłem! ON NIE ŻYJE!!! – wrzasnął żałośnie, padając na kolanach i wpatrując się w pokryty zaciekami sufit – Boże, dlaczego właśnie on?! Mogłeś zabrać mnie!

- Idioto, on żyje – zauważył uprzejmie Eryk, wskazując na hobbita, który spoglądał na przyjaciela załzawionymi oczami.

- Nie chciałeś żebym umarł? – wyszeptał.

- W życiu!

- Och, Samie!

- Och, panie Frodo! – rzucili się sobie w objęcia. Harry z obrzydzeniem odwrócił wzrok, a Edward warknął ze złością.

- Godzinę temu to moje imię wykrzykiwałeś – wycedził przez zaciśnięte zęby i wyszedł ostentacyjnie z pokoju. Wkrótce jego śladem podążyli pozostali bohaterowie. Nie to, żeby byli specjalnie delikatni i nie chcieli przeszkadzać pogodzonym przyjaciołom. Po prostu wszyscy czuli, że nie będą w stanie dłużej na to patrzeć.

Następnego ranka wyruszyli w dalszą podróż. Szli, szli, szli. Szli nawet więcej. O wiele więcej. W końcu ich oczom ukazało się kolorowe miasteczko. Ledwie przekroczyli jego bramy, do ich uszu dobiegła skoczna, orientalna muzyka…

Frodo zbudził się, słysząc skrzypienie drzwi pokoju, który dzielił ze swoim wiernym towarzyszem Samem. Było dopiero w pół do dwunastej toteż obrócił się leniwie na posłaniu i niechętnie uniósł powieki. Postać stojąca w drzwiach była nieprzyzwoicie rozchichotana, a kolor jej pulchnych polików przypominał młode buraczki.

- Sam? Co ty wyprawiasz? – krzyknał Frodo czując, że już wcale nie czuje się taki zaspany, a jego zdętwiałe dłonie machinalnie zaciskają się w pięści.

- o… Frodo? To ty! – zauważył Sam spokojnie, aczkolwiek całkowicie bez sensu.

- Ty idioto! Nie próbuj wytrącic mnie z równowagi! Gdzieś ty był?!

- EEErm… w łazience? – spytał z nadzieją Sam, który naprawdę nie lubił się kłócić.

- Mógłbyś się bardziej wysilić! Łazienka jest w pokoju, nie musiałeś więc wychodzić! Nie oszukasz mnie!

- Nie?

-Ugh! Przynaj się! Byłeś z NIM! – spróbował spojrzeć na Sama tym samym przeszywającym spojrzeniem, jakiego zawsze używają groźni bohaterowie kryminałów, które czytał do poduszki, ale w rezultacie jego wielkie, błękitne oczy zrobiły się okrągłe jak spodki, a usta wykrzywiły się w żałosną podkówkę.

- Frodo… – spróbował Sam, bawiąc się kosmykiem swoich płowych włosów.

- Znowu to samo Sam! Znowu próbujesz mnie okłamać! Tylko czemu? Nie możesz powiedzieć mi prawdy prosto w oczy? – po policzkach Froda, który usilnie próbował zachować twarz, popłyneły dwie wielkie łzy, a tuż za nimi mnóstwo mniejszych. Przeczuwając zblizający się atak histerii, Frodo odwrócił się tyłem do Sama i wybuchnął przejmującym płaczem.

Żałosne jęki, przypominające coś pomiędzy krzykiem kobiety, a płaczem niemowlęcia, dochodzące z pokoju hobbitów, zaalarmowały resztę drużyny…

Harry Potter śnił właśnie jeden ze swoich snów, w którym to on jeden, porzucony przez cały świat, walczy z Voldemortem i jest o krok od przegranej, ale wtem wpada na genialny pomysł pojedynku na taniec. Przeciwnik zaintrygowany jego niezwykłym tańcem brzucha porzuca chęć zawładniecia światem i postanawia założyć szkołę tańca… Nagle pojawia się zielone światło i przeszywajacy ból w starej bliźnie na czole… Harry słyszy przerażajacy krzyk… Nie jest to jednak krzyk jego umierającej matki, który słyszał w swojej głowie nie raz, tylko… no właśnie do cholery… tylko co?

***

Troy nałożył własnie na twarz swoją ulubioną drożdżową maseczkę wygładzającą ( agentka uświadomiła mu, że od kilku lat coś o niezwykle strasznej, długiej i trudnej nazwie zanika w jego skórze i jak tak dalej pójdzie to koniec z jego karierą!!! Rany, masakra i w ogóle!) i usiadł w starym hotelowym fotelu, który śmierdział starością i starą kiełbasą tak intensywnie, że nawet mole i korniki nie chciały go wcinać. Włączył swój ulubiony kanał radiowy „Zack FM” i z nieskrywaną satysfakcją stwierdził, że z głośników sączy się Jego aksamityn głos. Właśnie miał zapaść w błogi stan półsnu, gdy usłyszał „AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAbuuuuu”… Któż ośmielił się zakłócić jego niezakłócalny spokój?! Może to fanki?

***

Eryk ćwiczył właśnie przed lustrem najbardziej szarmanckie miny, na jakie stać faceta zasłaniajacego połowe twarzy maską, gdy nagle usłyszał… Włąśnie, czyzby to krzyk damy w opresji? Swoją drogą bardzo piękny krzyk… pozbawiony znamion fałszu… Czy to przeznaczenie?

***

Edward nie był zaskoczony, kiedy „to” usłyszał. Był nie tylko bardzo przewidujący, ale ponadto doskonale czytał w myslach innych istot. Prychnał zadowolony, a odgłos, który z siebie wydał był bardziej zwierzęcy,  niż ludzki. Otarł resztki krwi z ust i postanowił jednak przyjrzeć się całemu zbiegowisku z bliska…

yay!

Szybko okazało się jednak, że ani Harry, ani jego dzielna kompania nie mają żadnego genialnego planu na zniszczenie wroga. Co gorsza, nie mieli nawet żadnego głupkowatego pomysłu (propozycja Troy’a by olać Voldzia i wspólnie wybrać się na zakupy została jednogłośnie odrzucona). Harry był niepocieszony, ale chcąc dodać drużynie odwagi udawał spokojnego.

- Podróż do celu zajmie nam co najmniej kilka dni – stwierdził – Właściwie nie wiem dokładnie, gdzie powinniśmy dotrzeć, zatem mamy jeszcze czas na opracowanie taktyki.

- To co teraz? – zainteresował się Frodo.

- Wyruszamy w drogę. Musimy wydostać się z miasta. Ostatnimi czasy Voldemorta widziano na Bliżej-Nieokreślonym-Odludziu. To jest cel naszej tymczasowej wyprawy.

- Ruszajmy zatem – zgodził się hobbit patrząc wrogo na Edwarda, który już od około kilkunastu minut intensywnie taksował wzrokiem coraz bardziej zarumienionego Sama – Masz jakiś problem? – spytał siląc się na sztuczną uprzejmość.

- Ależ skąd – zapewnił Cullen, oblizując prowokacyjnie wargi – Skąd takie wnioski?

- Radzę ci trzymać się z dala od Sama.

- A to niby dlaczego?

- Właśnie, dlaczego? – oburzył się sam zainteresowany.

- Bo… Bo tak! – wypalił Frodo nie umiejąc odnaleźć żadnego innego logicznego argumentu – To mój przyjaciel!

- Jesteś mało przekonująco – zakpił wampir.

- Uspokójcie się! – jęknął błagalnie Harry

- Właśnie! – wtrącił się Troy, przewracając oczami i chichocząc pod nosem – Teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi!

- Wątpię – warknęli jednocześnie wszyscy jego towarzysze.

- Widzicie! Czytamy sobie w myślach! O matko, jesteśmy jak prawdziwy team! Jak fantastyczna czwórka! Jak atomówki! Jak US5! – widząc pełne zdziwienia i zdegustowania miny towarzyszy dorzucił ugodowo – Ewentualnie jak Backstreet Boys.

- Trzymajcie mnie, bo zaraz coś mu zrobię – jęknął Edward.

- Nie ma to czasu – stwierdził Harry zastanawiając się jednocześnie, jak do jasnej cholery uda mu się utrzymać całą tą grupę przy zdrowych zmysłach do końca wyprawy. I jak jemu uda się nie zwariować – Wyruszamy w drogę.

Podróż była męcząca dla wszystkich, choć chyba najgorzej znosił ją Troy. Po godzinie marszu kategorycznie odmówił współpracy i nie uspokoił się dopóki dla świętego spokoju Edward nie zgodził się przez jakiś czas go nieść. Nikt naprawdę nie wie, ile szli bez wypoczynku, ale gdy każdy zaczął odczuwać zmęczenie nie do zniesienia (ze względów oczywistych nie bierzemy pod uwagę Edwarda. Edziu, nie miej nam tego za złe), Harry zarządził postój.

- Trzeba rozbić namioty! – stwierdził Frodo, zdejmując z pleców sporych rozmiarów tobołek – Kto wie czy znowu nie zacznie padać.

- Namioty? – powtórzył Edward unosząc lewą brew, a wszystkim zaparło dech w piersiach. Gwoli ścisłości, wszystkim oprócz Troy’a, który przeszukiwał swoją torbę od Gucci’ego w poszukiwaniu lusterka.

- Tak, co w tym dziwnego? Musimy gdzieś zatrzymać się na noc.

- Więc może… Tam? – spytał Cullen, wskazując na stojący za plecami hobbita hotel ozdobiony krzykliwym czerwonym napisem: „Motel męska przygoda”.

- To coś idealnego dla nas! – ucieszył się Troy – Dla prawdziwych mężczyzn! – nie zarejestrował, że cała grupa zareagowała na te słowa dziwnym chichotem i kpiącymi uśmieszkami.

- Chodźmy zatem – zgodził się niechętnie Frodo czując, że pijawka znowu z nim wygrała. „Nie zdobędziesz Sama!” – pomyślał zaciskając dłonie w pięści – „Po moim trupie!”.

Okazało się, że motel nie cieszy się zbyt wielką popularnością i wszystkie pokoje są wolne, zatem nasi bohaterowie mogli wygodnie się rozlokować. Gdy wszyscy pogasili światła i ułożyli się wygodnie w swoich łóżeczkach (nawet Edward, który jednak obmyślał skrycie pod jakim pretekstem „zabłądzi” w nocy do pokoju Sama) w motelu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ściślej mówiąc, miały one miejsce w pokoju Troy’a. Chłopak nałożył na twarz ulubioną drożdżową maseczkę, wysmarował się od stóp do głów kremem nawilżającym i wskoczył pod kołdrę. Już zamykał oczy by zacząć śnić o najnowszych butach z wiosennej kolekcji, gdy usłyszał niski, intrygujący głos szepczący mu niemalże do ucha „a więc jesteś…”. Nie był to pierwszy raz gdy Troy Bolton słyszał w swojej głowie głosy, zatem chłopak nie przejął się tym zbytnio. Usiadł na łóżku, uśmiechnął się szeroko i spytał:

- Hej, kim jesteś? – w odpowiedzi usłyszał śpiew:

- Jestem Aniołem Muzyki… Chodź do Anioła Muzyki…

- Gdzie mam iść? – ucieszył się chłopak.

- Przyjrzyj się swemu odbiciu… W lustrze dojrzysz mnie! – Troy aż pisnął z podekscytowania. Od samego początku wpadła mu w oko ogromna szafa z pięknym zdobionym lustrem, jednak nie miał sily by do woli się w nim poprzeglądać. Teraz do zwykłego narcyzmu dołączyła także ciekawość, więc chłopak posłusznie ruszył w stronę lustra. Zafascynowany patrzył, jak pojawia się w nim tajemnicza zamaskowana postać, od której biło nienaturalnie jasne światło – Jestem Aniołem Muzyki, chodź do Anioła Muzyki… – mruczała zmysłowo postać wyciągając ku Troy’owi rękę. Chłopak dal ponieść się emocjom i zrobił kolejny krok do przodu stając w smudze światła bijącego od tajemniczego nieznajomego. Gdy ten zobaczyl twarz naszego bohatera, z jego gardła wydobył się pełen irytacji okrzyk – Cholera jasna! Znowu to samo! – tajemny blask ustąpił miejsca zwykłemu światłu – Czemu zawsze mnie to spotyka?! – chwilę później do pokoju wpadła reszta drużyny, zwabiona podejrzanymi odgłosami.

- Kim jesteś?! – zapytał Harry, celując w nieznajomego różdżką.

- Jestem Eryk – wyjaśnił spokojnie przybysz – Ale niektózy nazywają mnie też Upiorem Opery.

- Opery? – powtórzył ze zdziwieniem Frodo – Przecież tu nie ma żadnej Opery- Eryk parsknął z irytacją.

- Ale kiedyś mieszkałem w Operze! Musiałem się stamtąd wynieść, ale… Nie chcę o tym mówić…

- Nieważne skąd jesteś, co tu robisz?

- Wyszedł z szafy – wyjaśnił uprzejmie Troy jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

- Z szafy?! – spytał Edward – Jak to z szafy?!

- To… Długa historia…

- Chętnie posłuchamy.

- Jestem z natury dość nieśmiały, zatem w ten sposób pragnę zdobyć serce jakiejś młodej i pięknej niewiasty.

- Czy Troy przypomina ci niewiastę? – parsknął Cullen – Owszem, maluje się i wygląda trochę jak baba, ale…

- Przybyłem tu dopiero gdy się położył, nie wiedziałem że jest… – Upiór zawiesił głos i spojrzał z niechęcią na szczerzącego się Troy’a – tym kim jest. Swoją drogą, mam pecha. To już czwarty taki wypadek w tym roku! Zero kobiet! Sami faceci! Nie wiem czemu tak się dzieje.

- Może dlatego, że motel nazywa się „Męska przygoda”? – zasugerował Harry.

- Naprawdę? Gdy tu przybyłem nosił nazwę „Jelito Gryzeldy”. Oczywiście, trzeba mieć mojego pecha by przegapić zmianę nazwy… A kim wy jesteście, moi przyjaciele? – Harry spojrzał niepewnie na kompanów. Nie wiedział czy powinien mówić o nich całą prawdę, ale z bliżej nieokreślonych przyczyn przeczuwał, że Erykowi można ufać.

- Mamy ważną misję – wyznał szeptem – Musimy zniszczyć lorda Voldemorta

- Zatem waleczni wojownicy! – ucieszył się Upiór – Pysznie! Znałem kiedyś operę o wojownikach, piękna to była sztuka, taka pełna pasji i namiętności…

- Może chciałbyś się do nas przyłączyć?

- Ja? – zdziwił się Eryk, spoglądając na młodego czarodzieja uważnie – No nie wiem…

- I tak tu nikogo nie poderwiesz. A może po drodze znajdziesz jakieś miłe i piękne niewiasty?

- Tak uważasz?

- Wszystko jest możliwe. To jak? – Upiór wahał się chwilę, w zamyśleniu skubiąc brodę. W końcu otrzepał delikatnie poły płaszcza, wyprostował się dumnie i oświadczył:

- Zgoda, ale muszę was uprzedzić mili przyjaciele, że jeśli spotkam po drodze miłość swojego życia, będę musiał was opuścić. I jest jeden warunek: nie każcie mi zdejmować maski. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.

- Umowa stoi.

- Witamy w drużynie Zaca! – zapiszczał radośnie Troy.

- Drużynie Zaca..? – spytał Eryk, spoglądając na Harry’ego ze zdumieniem.

- To też jest długa historia – wyjaśnił Potter – Może po drodze ci ją wyjaśnimy. A tymczasem kładźmy się spać, bo z samego rana musimy wyruszyć w dalszą drogę.

I tak oto, niewiarygodnie zmęczeni, ale za to bogatsi o nową znajomość członkowie drużyny Zaca udali się na zasłużony spoczynek. Gdyby wiedzieli, co przyniosą im następne dni z pewnością nie zdobyliby się na taki spokój… Ale tymczasem zostawmy ich w błogiej nieświadomości.

Tego dnia nic nie wydawało się takie, jakim być powinno. Strumienie deszczu zalewały londyńskie ulice, groźne grzmoty i złowieszcze błyski zapowiadały nadejście pierwszej w tym roku burzy, a pojedynczy spotkani przechodnie spieszyli do domu by zapomnieć o podłej pogodzie i wraz z rodziną spędzić spokojnie ten wiosenny wieczór.

Jednak nie wszyscy mieli ów czas spędzić wraz z bliskimi. Co kilka minut tajemniczo wyglądające postacie przemykały w stronę opuszczonej fabryki tamponów „Sasanka”. Któż to był? Czego szukał w takim miejscu w środku nocy? Odpowiedzi na te pytania stanowią początek naszej niezwykłej opowieści…

Na środku taśmy produkcyjnej przycupnął wysoki brunet z charakterystycznymi okularami zsuwającymi mu się z nosa. Przed oczami trzymał jakiś świecący przedmiot, który – przy bliższej obserwacji – okazał się być różdżką. Nieznajomy wyglądał na zatroskanego i zaniepokojonego. Po raz setny rozważał, czy aby na pewno podjął odpowiednią decyzję. Był Wybrańcem, chłopcem-który-przeżył, jedyną szansą na uwolnienie świata spod ciężkiej i kościstej ręki lorda Voldemorta i narażał swe życie w tak idiotyczny sposób? Zdecydowanie, instynkt samozachowawczy Harry’ego Pottera ostatnimi czasy nie spisywał się zbyt dobrze.

Nagle młody czarodziej usłyszał nieoczekiwany huk. Nie był to jednak grzmot, raczej odgłos tysiąca szklanych butelek roztrzaskujących się po posadzce. Chłopak zdążył tylko mocniej zacisnąć palce na różdżce gdy usłyszał pełen emocji okrzyk:

- Cholera! Jest tu kto? – Harry poczuł ciarki przechodzące mu po plecach. A jeśli to pułapka? Dawanie ogłoszenia w mugolskiej gazecie chyba nie należało do najlepszych z jego pomysłów. Teraz jednak było już za późno na podobne rozważania i Potter uniósł się niepewnie.

- A… Kto pyta? – zainteresował się głupkowato.

- Tu jestem! Pomóż mi! – westchnąwszy, czarodziej postanowił zaryzykować wszystko co miał (czyli własne życie) i ruszył na pomoc tajemniczemu głosowi. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że spod stosu kartonów wychyla się do niego dość przeciętna i przesadnie słodka twarzyczka młodego chłoptasia.

- Nie możesz sam się podnieść? – zapytał ze zdegustowaniem.

- Żeby popsuła mi się fryzura? Oszalałeś?! – oburzył się nieznajomy, spoglądając na Harry’ego jak na kosmitę – Raz dwa, podnoś te kartony, nie mamy całego dnia! – okularnik machnął dwa razy różdżką, uwalniając tym samym swego towarzysza spod sterty kartonów. Chłopak podniósł się leniwie, odgarnął opadający mu na czoło niesforny kosmyk i mruknął z podziwem – Nieźle, nieźle… Ja w sprawie ogłoszenia – Potter poczuł jak robi mu się słabo. Miał współpracować z TAKIMI ludźmi? Kto wie czy lepiej nie byłoby po prostu z tego wszystkiego zrezygnować.

- Jesteś pewien… – zaczął niepewnie – że mówimy o tym samym ogłoszeniu? – nieznajomy wyjął z kieszeni spodni niewielki świstek.

- „Szukam drużyny do rozprawienia się z pewnym piekielnie złym czarodziejem. Chętnych proszę o spotkanie dnia tego-i-tego o tej-i-o-tej godzinie. Męska przygoda gwarantowana” – Harry spłonął rumieńcem. Od początku wydawało mu się, że takie ogłoszenie może przyciągnąć świry. I gdy teraz patrzył na tego nieznajomego chłopaczka ubranego w czerwony strój od koszykówki z wielkim napisem „Wildcats” widział, że miał rację – Zgadza się?

- Hm… Tak… Jestem Harry Potter – niechętnie wyciągnął rękę w kierunku towarzysza.

- Troy Bolton – przedstawił się tamten, miażdżąc Wybrańcowi dłoń i odsłaniając w nieco psychopatycznym uśmiechu rząd nieprzyzwoicie białych zębów – Ja cię kręcę, ale się cieszę, że będziemy razem pracować.

- A… Właściwie dlaczego chcesz to zrobić? – zainteresował się czarodziej, bezskutecznie usiłując wyrwać rękę z uścisku Troy’a.

- Ach, pomyślałem, że przyda mi się jakaś odmiana od mojego idealnego życia – zażartował chłopak – Jestem typem awanturnika.

- Jasne – burknął niechętnie Harry.

- Chyba ktoś idzie! – podekscytował się Bolton, podskakując w miejscu jak mała dziewczynka. Potter wytężył wzrok i faktycznie zauważył wysoką postać zmierzającą w ich kierunku. Gdy podeszła ona bliżej, oczom dwóch świeżo upieczonych towarzyszy ukazała się niewiarygodna twarz o bladej skórze, pięknie zarysowanych ustach i niezwykłych oczach. Nagle Harry poczuł się bardzo dziwnie jakby ktoś pokroju co najmniej Hagrida usiadł mu na klatce piersiowej. Nagle zrozumiał: zaparło mu dech w piersiach! Usiłując ukryć ogromne wrażenie jakie wywołał w nim nieznajomy odkaszlnął nieco i mruknął:

- Ty w sprawie ogłoszenia? – przybysz spojrzał na niego kpiąco i skinął głową.

- Edward Cullen – przedstawił się – Do usług.

- Jesteś słodki! – ocenił Troy, nakładając na wargi odrobinę truskawkowego błyszczyku.

- Jestem Harry Potter. A to… To jest Troy – wybąkał czarodziej czując się nieco zażenowany z powodu obecności swego „przyjaciela”.

- Mówi się trudno – skwitował to Edward, przysiadając na jednym z kartonów. Rozejrzał się dokoła – Nie mogłeś wybrać lepszego miejsca? W otoczeniu tamponów nie czuję się zbyt dobrze – wyznał lekko zawstydzony.

- Nie miałem żadnego lepszego pomysłu – przyznał Potter – To awaryjne rozwiązanie.

- Czy to cała nasza drużyna? – zainteresował się wampir, krytycznie spoglądając to na czarodzieja, to na Troy’a, który był niesłychanie zajęty malowaniem paznokci bezbarwną odżywką.

- Obawiam się, że na razie tak…

- Mamy drużynę? – zainteresował się Troy – Musimy wymyślić jej jakąś nazwę! – podekscytował się – Tak, wymyślmy jej nazwę! Proszę, proszę, proszę, proszę!

- Jeśli musimy… - jęknął Harry przeklinając w duchu chwilę w której wydobył tego idiotę spod stosu kartonów.

- To ja proponuję… Drużyna Zaca!

- Dlaczego akurat drużyna Zaca? – zdziwił się Edward.

- Zac to moje alter-ego a ja jestem z was najładniejszy, najzdolniejszy i najbardziej ciachowy!

- Najbardziej… Jaki?!

- Ciachowy!

- Cokolwiek to znaczy, to ja zawsze jestem najbardziej idealny! – oburzył się Cullen – Więc na pewno jestem też najbardziej ciachowy, jasne?!

- Daj spokój – mruknął ze zrezygnowaniem Harry – Z nim nie wygrasz. Odpuść sobie, jest zbyt głupi by zrozumieć jakiekolwiek logiczne argumenty. Chociaż twoje do zbyt logicznych akurat nie należały…

- Ykhm… Przepraszam… – cała trójka aż podskoczyła słysząc za swoimi plecami nieznajomy głos. Odwrócili się i ich oczom ukazał się niewielki człowieczek o nienaturalnie rozwiniętych stopach i kręconych włosach (tych na nogach także) – Czy ja… Mógłbym się wtrącić? Jestem Frodo Baggins i… Tego… No… Chciałbym się przyłączyć do waszej drużyny.

- Do drużyny Zaca! – przypomniał radośnie Troy.

- Niech będzie i tak… Zatem… Jest to możliwe?

- Każda pomoc będzie przydatna – stwierdził Potter – Jest już nas czworo, im więcej tym lepiej.

- Pięcioro – poprawił go Frodo – To Sam, mój… Przyjaciel – Wszyscy spojrzeli we wskazanym przed hobbita kierunku i ich oczom ukazała się mała pulchna postać niepewnie do nich machająca. Edward poczuł, że coś z nim jest nie tak. Nie mógł oderwać wzroku od towarzysza Froda, coś w jego umyśle kazało mu nieustannie na niego patrzeć. Nagle niczym grom z jasnego nieba spadła na niego okrutna i nieoczekiwana prawda: po raz pierwszy w życiu (życiu? Czy właściwie powinniśmy uznać że on w ogóle żyje?) Edwarda Cullena ktoś zaparł mu dech w piersiach. Było to uczucie niezwykłe… Ale i przyjemne. Wampir uśmiechnął się do Sama, puszczając do niego oko. Hobbit spłonił się ognistym rumieńcem i zachichotał niczym panienka.

- Samie czy ty właśnie zachichotałeś? – zdumiał się Frodo – Jak panienka? – nie wiedział czy to zdarzyło się naprawdę, czy też tylko jego chora imaginacja robiła sobie z niego brzydkie żarty.

- To tylko twoja chora imaginacja robi sobie z ciebie brzydkie żarty – zapewnił go Sam, mrugając jednocześnie do Edwarda.

- Dość tych bezowocnych dyskusji – zarządził Harry – Czas chyba, żebyśmy ustalili strategię działania.

- Strategia działania! – ucieszył się Troy – Suuuper! A… Co to takiego? – zainteresował się po chwili. Potter potrząsnął z niedowierzaniem głową i przełknął ślinę. Od czego powinien zacząć? Za oknem szalała pierwsza w tym roku wiosenna burza, a nasi dzielni bohaterowie wspólnie ustalali jak zniszczyć okrutnego lorda Voldemorta.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.